wtorek, 4 października 2011

Czas gór, czas miłości.

Zapraszamy:
Może w następnej książce będzie coś o naszym wyjeździe ;)

wtorek, 27 września 2011

To już jest koniec.

Dogubayazit żegna nas deszczem. Araratu nawet nie widać. Tak może trochę mniej szkoda. Samolot z Van do Istambułu mamy o 12-ej.
Dobrze, że nie jest tak jak w piosence: to już jest koniec, nie ma już nic. Wręcz przeciwnie. Coś się kończy, coś się zaczyna.

poniedziałek, 26 września 2011

Jutro kończy się nasza podroż Orient Express'em.

Nasz "Orient Express" dotarł do Kurdystanu. Jutro zakończy swoją podroż tam, gdzie ją pierwotnie kończył, czyli w Istambule. Nie udało nam się zrealizować założonego planu. Pogoda i pewne niesprzyjające okoliczności sprawiły, że chyba jeszcze raz będziemy musieli tu przyjechać. To co niezdobyte pociąga najbardziej ;)
Naprawdę dużo zobaczyliśmy i dużo się dowiedzieliśmy o tym rejonie świata. To wspaniale doświadczenie. Więcej też pewnie wiemy o sobie. Myślę również, że w imieniu Nas wszystkich tutaj mogę podziękować Naszym Najbliższym, że pozwalają nam realizować naszą pasję.

Po powrocie na pewno pojawią się tu zdjęcia w większej ilości i w lepszej jakości. Mam nadzieję, że będzie również troszkę więcej informacji o wyjeździe.

Pozdrowienia dla wszystkich!

Coś się złego dzieje z przesyłaniem wiadomości.

Nie wiedzieć czemu, żadna dzisiejsza wiadomość nie dotarła na bloga. Szybkie uzupełnienie (zdjęcia będą później):
10:28 Granica z Iranem
Oglądamy 2-gi co do wielkości na świecie krater po meteorycie, tuż przy granicy z Iranem. 60 metrów głębokości i 35 metrów średnicy. Posterunki wojskowe co kilkaset metrów, ale tylko raz nas skontrolowali. Po drodze minęliśmy 25-cio kilometrowy korek tirów do przejścia granicznego (podobno stoją w nim po 10 dni). Dobrze, że lewy pas był pusty.


11:03 Znaleźliśmy Arkę Noego



13:50 SPA - było coś dla ducha, a teraz coś dla ciała



Zdjęcie jest tendencyjne. Faktycznie są tu gorące, siarkowe źródła. Temperatura wody ma ponad 45 stopni i tylko Adam z Klaudiuszem zdecydowali się skorzystać z kąpieli. My to miejsce nazwaliśmy Efes ;) Miejsce faktycznie niezwykle, szkoda tylko, że zupełnie zaniedbane i brudne (łagodnie mówiąc).
16:35 Ihakpasa Sarayi
Na koniec dnia wisienka na torcie - pałac Ishak Pash'y. Sceneria fantastyczna, szkoda, że zepsuta współczesnymi wstawkami.


17:28 Kolacja na ulicy
Dokładnie na chodniku. Mielone mięsko i kurczaczki z grilla  od ulicznego sprzedawcy. Świetnie przyprawione, z pomidorem, cebulką i ostrą papryczką. Znalazł się nawet stolik i krzesełka. Był klimat.

niedziela, 25 września 2011

Podziękowania za/dla wakacje inaczej.

Zapomnialem o specjalnych podziękowaniach. Od calej naszej ekipy dla Karoliny - DZIĘKUJEMY.